Назад

Problemy związane z powrotem do Polski z emigracji

Archiwum rozmów

Problemy związane z powrotem do Polski z emigracji

Eksperci: Magdalena Małkiewicz – Borkowska, Anna Osińska, Centrum Edukacji i Doradztwa Psychologicznego MABOR

Termin spotkania: 27 kwietnia i 24 listopada 2009 roku

Wybierz interesujący Cię fragment rozmowy:

Dzieci po wyjeździe z Polski
Problem nieznajomości języka, adaptacji w nowym środowisku

Problemy z powrotem do kraju
Pobyt za granicą to ważne doświadczenie, a nie stracony czas

Problemy po powrocie do kraju
Smutek po powrocie; kobiety są silniejsze; powrót dla rodziny; dlaczego czasami trudniej jest wrócić, niż było wyjechać

Dzieci pozostawione w Polsce
Problemy wychowawcze dzieci, które zostały w kraju

Rozłąka w małżeństwie
Czy związek na odległość jest skazany na rozpad

Pomoc psychologa
Pomoc psychologiczna w Polsce; rodzice w obliczu emigracji dzieci; pomoc przyjaciół i najbliższych

DZIECI PO WYJEŹDZIE Z POLSKI

koralina: Mam pytanie o dwujęzyczność dzieci. To zaleta, ale czy obcy akcent w języku polskim może być dla małych dzieci (7 – 8 lat) problemem? W Polsce z której wyjechałam nie byliśmy przyzwyczajeni do tego, że ktoś jest inny i inaczej mówi. Czy może to być poważną przeszkodą dla dziecka w kontakcie z rówieśnikami?

Anna Osińska: To normalne, że w Polsce nie jesteśmy przyzwyczajeni do innego języka. Dla dziecka to jest ogromna szansa, żeby się z tym spotkać. Wiek 7 – 8 lat to najlepszy okres żeby uczyć się języka obcego. Po 6 miesiącach chodzenia do szkoły i pomocy językowej w domu dziecko będzie mówiło lepiej niż rówieśnicy. Zacznie normalnie funkcjonować w szkole. Dwujęzyczność będzie rozwijała wiele innych umiejętności, np. wyobraźnię, kreatywność, konstruktywne sposoby radzenia sobie z trudnościami, a nawet zdolności matematyczne.

Rodzice: Witam serdecznie! Wraz z żoną i córką jesteśmy we Włoszech. Żona pracowała we Włoszech już wcześniej, a ja i córka dojechaliśmy do niej niecały rok temu. Po przyjeździe do Włoch zaczęły się nasze kłopoty z córką. Ona ma teraz 12 lat i chodzi tutaj do szkoły podstawowej. Minął już prawie rok, a cały czas nie może się przystosować do nowego miejsca. Nie chodzi raczej o język, bo zna włoski całkiem nieźle – lepiej ode mnie. Ale nie chce się nim posługiwać. Nie zawarła żadnych przyjaźni w szkole. W zasadzie oprócz nas nie ma tutaj nikogo, z kim by się znała. Cały czas mówi, że chce do domu, a na nasze tłumaczenia, że teraz tutaj jest nasz dom wpada w złość. Codziennie rano toczymy boje o to, żeby poszła do szkoły. Nie chce poznawać żadnych nowych miejsc i ludzi. Wini nas za to, że przeprowadziliśmy się do Włoch. Kiedyś, jeszcze w Polsce mieliśmy bardzo dobry kontakt z córką, szczególnie ja, bo żona przyjeżdżała do kraju raz na trzy miesiące, ale córka to rozumiała. Wiedziała, że zawsze może na nas liczyć. Wierzyła nam. Teraz się do nas nie odzywa. Stała się drażliwa. Łatwo wpada w gniew. Nie mówi nam o niczym i nie słucha nas. Próbowaliśmy już chyba wszystkiego. Tłumaczymy, prosimy, a jak któreś z nas się uniesie to tylko pogarsza sprawę. Nie mamy już pojęcia, jak to załatwić. Do niej nic nie dociera, a my jesteśmy już w desperacji. Czy jedynym wyjściem jest wrócić do kraju? Nie chcemy jej zrobić krzywdy. Jest naszym dzieckiem, a obawiamy się że po tym roku już ją skrzywdziliśmy.

Anna Osińska: 12 lat to trudny wiek czy to w Polsce czy za granicą. We Włoszech jest rozwinięte poradnictwo rodzinne, może pomocny będzie psycholog szkolny albo chociażby uczciwa rozmowa o kłopotach z wychowawcą córki czy innym fajnym, zaangażowanym nauczycielem. Może warto zaprosić koleżanki córki do domu, organizować towarzyskie spotkania, pokazać córce atrakcyjność życia we Włoszech nie tylko wśród Polaków. Nie można kłaść nacisku na tymczasowości pobytu za granicą jeżeli państwo faktycznie o tym nie myślą.

PROBLEMY Z POWROTEM DO KRAJU

Toby: Witam. Od trzech lat żyję w Irlandii. Przyjechałem tu zaraz po studiach w nadziei na lepsze życie niż w Polsce. I faktycznie moje oczekiwania z tamtego okresu w jakimś stopniu się spełniły. Pracowałem przez prawie trzy lata i żyłem na przyzwoitym poziomie. Raczej nie mogłem liczyć na to w Polsce. Ale teraz sytuacja się zmieniła. Niedawno straciłem pracę. Szukam nowej, ale chyba nie mogę liczyć na to, że szybko ją znajdę. Nie wiem co mam robić. Wracać do kraju? Po co? Nie wierzę, że w Polsce znajdę pracę. Moja rodzina, moi przyjaciele w Polsce nie wiedzą o moich kłopotach. Wrócę do kraju, bo w Irlandii nie mam co robić. Wrócę i też nie będę miał co robić. Czy zmarnowałem trzy lata życia? Moi znajomi ze studiów, którzy nie wyjechali za granicę w końcu znaleźli jakieś zajęcie. Pracują. Może na początku nie wiodło im się najlepiej, ale teraz przynajmniej mają stałe zajęcie. Pozakładali rodziny. Niektórzy robią kariery. A ja wrócę i będę musiał zaczynać wszystko od zera. Nie mam własnej rodziny. Nie mam nawet stałej partnerki. Oszczędności też się kiedyś skończą. Nie chcę wracać do Polski, ale nie mogę zostać też tutaj.

Magda Małkiewicz – Borkowska: Nie będzie Pan zaczynał od zera bo irlandzkie doświadczenie to olbrzymia wartość. Miał Pan możliwość sprawdzenia się w wielu trudnych, nowych sytuacjach bez oparcia w ludziach bliskich czy znajomych, na nieznanym gruncie przełamując polskie stereotypy, robiąc rzeczy nowe, inne o które w Polsce w ogóle by się nie przydarzyły. O tym warto porozmawiać z rodziną, ze znajomymi zanim Pan przyjedzie. Przywiezie Pan wielką walizkę nowych doświadczeń, które będzie Pan mógł przełożyć na polską rzeczywistość a skorzystać mogą na tym także inny ludzie, nie tylko Pan.

KDY: Powrót do Polski wydaje się być porażką. Co zarobiłam to wydałam na życie. Nie stać mnie będzie na przewóz innych moich rzeczy (mebli itp.). Wrócę, jak wyjechałam – z jedną walizką. Wygląda to jakbym straciła 5 lat życia. Rodzina już mówi „a nie mówiliśmy ci żeby zostać w kraju”. Jak sobie z tym poradzić?

Anna Osińska: Wydaje się, że Pani zdaje sobie sprawę z wielu rzeczy, ale według mnie to zbyt czarno – biały schemat. Chętnie posłuchałabym jakichś konkretów. W tej jednej walizce powrotnej może być więcej skarbów niż w wielu walizkach.

PROBLEMY PO POWROCIE DO KRAJU

Kalinka: Moja koleżanka wróciła jakiś czas temu i co tu dużo mówić ma depresję. Nie ma właściwie powodu by ją miała, ale niemal codziennie ją dopada i nie ma pojęcia co z tym zrobić. Czy oprócz rozmowy z psychologiem są na to jakieś inne metody, by jej pomóc?

Anna Osińska: Zdecydowanie tak: wsparcie przyjaciół, znajomych, rodziny. Autentyczne zainteresowanie powodem powrotu, trudnościami z tym powrotem związanymi, obawami, własnymi przeżyciami, wysłuchanie tej osoby, a nie tylko oczekiwanie że powinna wrócić szczęśliwa i zwycięska.

Kalinka: Właśnie problem w tym, że powód powrotu nie był jakiś bolesny i wcale nie wiązał się z porażką. Po prostu wróciła i ma depresję.

Anna Osińska: Czy to na pewno depresja? Może po prostu smutek po rozstaniu z tamtą rzeczywistością która przez jakiś czas była jej codziennością. Warto jest dopytywać się żeby koleżanka sama zrozumiała jakie są powody jej smutku i zastanowiła się co dalej chce z tym robić.

koralina: Kto według Pań lepiej znosi takie przeprowadzki i powroty, kobiety czy mężczyźni?

Anna Osińska: W prawdzie badania mówią że kobiety mają wyższą adaptacyjność ale wszystko zależy od sytuacji, wieku, wcześniejszych doświadczeń i wielu innych czynników wpływających na umiejętność radzenia sobie ze zmianami i ze stresem.

Marta Chicago: Witam. Przypadek mojego przyjaciela to powrót ze względów rodzinnych. Wcale nie chce wracać, podoba mu się tu gdzie jest. Czy ktoś taki ma szansę zaadaptować się do nowej polskiej rzeczywistości, jeżeli przez wiele lat mieszkał jednak w lepszym, lepiej poukładanym kraju niż Polska?

Magda Małkiewicz – Borkowska: Widocznie dla Pani przyjaciela wartości rodzinne stanowią wyższe dobro niż poukładany kraj w którym teraz żyje, jeśli podejmuje decyzję o powrocie.

Chcący: Czy Panie namawiałyby do powrotu czy też nie? Nie mówię o warunkach w Polsce, ale z punktu widzenia psychiki ludzi albo całych rodzin. Może lepiej zostać już tam gdzie się jest?

Magda Małkiewicz – Borkowska: Po pierwsze nie namawiamy. Po drugie nie generalizujemy. Należy rozpatrywać każdą osobę, każdą rodzinę w sposób indywidualny. Niektórym może być lepiej wracać, a dla niektórych może być bardziej konstruktywne zostać na emigracji i budować zupełnie nowe życie.

sebek p: Mam wrażenie, że wielu ludzi wyjeżdżało z Polski nie ze względu na swoje problemy, ale na to co się działo dookoła. I podobnie teraz, wracają bo kończy się praca albo prosperity. Czy można mówić, że jest w ogóle jakiś specyficzny problem powracających?

Anna Osińska: Można mówić o specyficznym problemie pustki po powrocie. Jest to pustka związana z trudnościami w znalezieniu zajęcia, pustki towarzyskiej, braku wiedzy na temat załatwiania spraw związanych z powrotem, pustki związanej z trudnością znalezienia oparcia w samym sobie. Trzeba szukać podobnych mechanizmów, stymulacji do działania po powrocie do tych które uruchamialiśmy wyjeżdżając.

Steryd: Witam. Kompletnie nie rozumiem dlaczego ma być mi trudniej wrócić niż było wyjechać. Jakie zagrożenia czekają na mnie w Polsce, których nie było w UK, i których bym już nie znał?

Anna Osińska: Do wyjazdu zapewne przygotowywał się Pan poważnie, bo wiedział Pan że będzie trudno. Nowy kraj, nowy język, nowi ludzie, nowe wyzwania, inność po prostu. Natomiast powrót wydaje się bardzo oczywisty i prosty, bo znane miejsce, znani ludzie, znany język, oparcie w bliskich i przyjaciołach, a tymczasem czy wziął Pan pod uwagę, że wiele się zmieniło, także Pan?

Gracja: Czy problem o którym mówimy nie dotyczy tak naprawdę głównie dzieci? Rodzice i młodzi są jednak twardsi i skoro zdecydowali sie jechać często w  nieznane, to powrót w znane nie będzie chyba takim wyzwaniem

Magda Małkiewicz – Borkowska: Trud powrotu nie dotyczy tylko dzieci. Dorośli także muszą się do niego przygotować i nawet jeśli mają lepsze mechanizmy obronne niż dzieci to prędzej czy później konfrontują się z trudem powrotu i zaczynają płacić za to cenę. Równie trudny jak dla dorosłych jest powrót nastolatków. Dzieci mają bardziej skuteczne mechanizmy adaptacyjne: będą szlochać i rozpaczać żegnając się z zagranicznymi kolegami i koleżankami ale potem stosunkowo szybko nawiążą nowe przyjaźnie. Dorośli bardziej ostrożnie dobierają sobie nowych przyjaciół. Jednak nie jest to regułą. każda osoba duża czy mała jest inną osobą i przeżywa to po swojemu.

Lenka: Witam. Być może to pytanie już było – ale czy takie częste przeprowadzki – co 2 – 3 lata nie są właśnie najbardziej szkodliwe, kiedy człowiek potrzebuje raczej stabilizacji.

Anna Osińska: Jedną z podstawowych potrzeb człowieka jest stałość, stabilność ale drugą też dość istotną jest potrzeba zmiany. Ciągłe przeprowadzki co 2 – 3 lata niosą niebezpieczeństwo że człowiek wchodzi w rytm nie do zatrzymania, tymczasowości, ma potrzebę ciągłych zmian. Nie daje to możliwości budowania np. trwałych związków i stwarza trudności w planowaniu bardziej odległej przyszłości, inwestowania w trwałość np. pracy, przyjaźni, miłości.

Ania B.: Witam. Mam pytanie o radzenie sobie z depresja. Kiedy wyjechałam do Anglii zaczęłam studia, miałam jakąś pracę. Po powrocie czuję się zupełnie wyizolowana. Nie mam już kontaktów z ludźmi z którymi się znałam i pracowałam. Trafiłam na pewną dziurę na rynku i nie bardzo umiem się odnaleźć. Czy jest jakiś sposób żeby wyjść w takiej sytuacji z depresji, czy są naprawdę dobrzy specjaliści którzy się tym zajmują?

Anna Osińska: Sposób na wyjście z sytuacji jest. Nie jest ona w gruncie rzeczy taka zła. Wychodzi Pani z inicjatywą rozmowy, a to jest pierwszy krok który można zrobić również w swoim środowisku. Poszukałabym ludzi w podobnej sytuacji, zainteresowała się jakimś stałym zajęciem nawet jeśli nie jest to płatna praca. Psycholog czy terapeuta to też jest dobra inicjatywa, ale może lepiej zacząć od małych własnych kroków. Jeżeli Pani jest w Warszawie to zapraszam do MABORU bo psychologów tam pracujących mogę rekomendować. Strona MABORU to www.mabor.com.pl

Ania B.: Sugeruje Pani, żeby zacząć rozmawiać. Wszyscy znajomi wiedzą, że mam depresję i niskie poczucie wartości. Niestety nie podziałało jak zrzucenie ciężaru z ramion. Może nawet zaczęłam być ciężarem jednocześnie dla nich i dla siebie.

Anna Osińska: Nie jestem pewna czy takie jest też poczucie Pani znajomych. A swoją drogą fajnie, że ich Pani ma. Czy mogła by mi Pani opowiedzieć o swoich osiągnięciach, o tym co się Pani udało? Czasami warto sobie zapisać takie rzeczy, przywołać je, zobaczyć z czego możemy być dumni, bo każdy ma swój powód do dumy (chociażby wyjazd za granicę). Jestem o tym przekonana, że Pani też ma powód do dumy.

Ania B.: Mam takie poczucie, że nie mam specjalnych osiągnięć albo większość z nich pochodzi sprzed wielu lat. W ostatnim czasie mam poczucie wyłącznie skrajnej depresji i nieradzenia sobie z życiem i braku akceptacji samej siebie.

Anna Osińska: Proszę mi powiedzieć o swoim sukcesie sprzed lat.

Ania B.: Sukcesy były dwa – dwie prace menadżerskie w dużych korporacjach (prawnej i wydawniczej). Rzecz w tym, że były to zupełnie inne czasy, dziś jestem już starsza, są młodsi, zdolniejsi, a nawet jeżeli nie – to bądźmy szczerzy nieco wypadłam z układów, które funkcjonują w tych środowiskach i nikt już specjalnie o mnie nie pamięta.

Anna Osińska: Gratuluję Pani osiągnięć tych z przeszłości i może warto się zastanowić jak do nich doszło, co było wewnętrznym motorem sukcesu, jakie Pani cechy, mocne strony pomogły w tamtych czasach. Czy udałoby się je przywołać teraz? Jaki pierwszy krok zrobić aby zaistnieć w środowisku, które może coś jednak pamięta.

Tarantino: Mam pytanie o poczucie własnej wartości. Na emigracji nie miałem z tym problemów nawet kiedy musiałem startować tam od pracy na taśmie w fabryce jogurtów, choć w Polsce skończyłem prawo. To poczucie z powodzeniem rekompensowała mi pensja. W Polsce mam wrażenie, że jako przeciętny prawnik (bez aplikacji) niespecjalnie na czymś się znam, niespecjalnie coś umiem i właściwie do niczego się nie nadaje. Nie ma też większych szans na to, żebym mógł zrekompensować sobie to poczucie zarobkami w innej dziedzinie.

Anna Osińska: Skończył Pan prawo to wspaniale! Umiał Pan pracować przy taśmie w fabryce i dobrze Pan zarabiał. Jest Pan osobą z pewnością elastyczną która jest w stanie się dostosować do różnych sytuacji. Rzeczywiście płace w Polsce nie dorównują płacom zagranicznym szczególnie na początku kariery zawodowej, natomiast jest jeszcze kwestia satysfakcji z tego co się robi, poczucie że jest się komuś potrzebnym, że ktoś na mnie liczy. Właśnie to może rekompensować niższe zarobki w Polsce. Nie sądzi Pan?

Tarantino: Pani Anno, jeżeli mam być szczery to samo skończenie prawa w Polsce bez rodziny o tradycjach adwokackich bądź podobnych jest taką sobie rewelacją. Tu mam raczej problem wobec siebie – tam nie obchodziło mnie poczucie wartości, gdyż praca dużo poniżej kwalifikacji i tak coś dawała. Tu nie rozwija w żaden sposób, i z dnia na dzień mam wrażenie pogrążania się w depresji.

Anna Osińska: Nie wierzę w to, że tylko rodziny adwokackie robią kariery. Niech Pan opowie o swoich marzeniach. Wtedy łatwiej nam będzie zrozumieć co jest nie tak, w czym leży problem.

Tarantino: Nie myślę o karierze w tym sensie – w to mogłem wierzyć na studiach ale nie kilka lat po, kiedy wiem, jak wygląda realne życie. Nie mam specjalnie wygórowanych marzeń – chciałbym po prostu mieć poczucie, że jednak wciąż się rozwijam. Tam je miałem choćby z prostego założenia, że przynajmniej uczę się języka (zarobki były tu mniej istotne). Tu pracując nie mam już na to czasu, sił i pieniędzy. Mam wrażenie, że to nie tylko mój problem choć otwarcie nie każdy to powie. Praca jak praca, za coś żyć trzeba, ale tu chodzi też o coś, co mogłoby zastąpić pewien komfort życia i samopoczucie, które miałem tam. Komfort nie w znaczeniu materialnym, ci którzy mieszkali za granicą wyczuwają pewnie o co mi chodzi. Tam ten komfort czuje nawet barman czy zwykły robotnik, czuje że może jeszcze coś osiągnąć nawet mając po 40-ce.

Anna Osińska: Niech Pan sobie wyobrazi sytuację, w której zostawia Pan teraz pracę prawnika, wyjeżdża Pan znowu z Polski i zaczyna od nowa. Jest komfort materialny o którym Pan mówi (ja też wiem o co chodzi) i co dalej? Jaki na prawdę jest cel? Co chce Pan osiągnąć? Może się mylę bo nie wiem dokładnie jak dawno Pan wrócił z zagranicy ale mam wrażenie, że jest tu coś na rzeczy w kontaktach z ludźmi. Może warto w nie bardziej zainwestować, wyjść w stronę ludzi, w stronę znajomych i nie czekać aż sami przyjdą. Uaktywnić się tak jak był Pan aktywny za granicą albo bardziej. Na pewno się uda.

Kolala: Dzień Dobry. Przepraszam za spóźnienie, może podobna sprawa już była. Wróciliśmy z mężem do Polski i mamy dość dziwną sytuację. Ja tęsknię za Holandią, miałam tam ciekawą pracę, znajomych i świetnie się odnajdowałam. W Polsce nie ma nawet śladu tamtej sytuacji. Z kolei szanse mojego męża na znalezienie się w Holandii i pracę, którą ma tu, albo jej ekwiwalent (bądź nawet jakąś dającą przetrwanie) są dość małe. Nie mamy pojęcia co robić z taką sytuacją po powrocie – czy któreś z nas musi się poświęcić i mieć poczucie marnowania życia? Mam takie wrażenie, że to sytuacja bez dobrego wyjścia.

Anna Osińska: A kto z Państwa gotów jest się poświęcić, kto gotów jest poświęcić się dla drugiego albo dla małżeństwa? A może nie o poświęcenie chodzi. Może jest jeszcze coś innego co przemawia za Holandią albo za Polską? Proszę spojrzeć na szerzy obraz Państwa sytuacji i nie ograniczać się tylko do pracy. Zobaczyć rodzinę, znajomych, tu, tam, przyjrzeć się przeszłości, pomyśleć o przyszłości, rozważyć wspólnie wszystkie za i przeciw. Nie można z takimi rzeczami czekać tylko zrobić to jak najszybciej bo z czasem gromadzą się złe emocje które przesłaniają rzeczywistość i jasny obraz sytuacji.

Kolala: Tu nawet nie chodzi o małżeństwo – bo między nami nie dzieje się i nie działo źle. Ale czy nie będzie tak, że złe emocje będą gromadzić się nawet jak już się na coś zdecydujemy? Taka decyzja musi ciążyć komukolwiek kto by ją podjął.

Anna Osińska: Bardzo dobrze, że Państwo na ten temat rozmawiają. Gratuluje! Może gdyby te rozmowy poszły dalej to uda się tę decyzję podjąć wspólnie tak żeby nikomu ona nie ciążyła i żeby była znakiem współodpowiedzialności. Jest też możliwość spotykania się na weekendy i pracowania w różnych krajach. Ale wtedy w małżeństwo trzeba inaczej inwestować. Mało o Państwu wiem więc trudno jest mi powiedzieć coś bardziej konkretnego. Małżeństwa na odległość też funkcjonują o tym wiem.

Kolala: Pani Anno, mówi pani o małżeństwach na odległość, ale czy coś takiego jest naprawdę możliwe, czy poznała pani takie udane małżeństwa na odległość, jeżeli pojawiają się dzieci? Jak to miałoby działać?

Anna Osińska: Tak, znam takie małżeństwa. Trzeba w to bardzo świadomie inwestować, tzn. w małżeństwo. Spędzać razem wolny czas, dużo rozmawiać. Bardzo ważna jest komunikacja. Nie wiem w jakim Państwo są wieku, ale sprawa dzieci i pracy na pełny etat obojga rodziców jest trudna nie tylko za granicą ale i w Polsce kiedy rodzice żyją w tym samym miejscu. Jest też kwestia dobrej woli przy założeniu że któreś z Państwa będzie podróżowało w każdy albo co drugi weekend. Do sprawdzenia są ceny przelotów, odległości od lotniska. Każda decyzja ma swoje konsekwencje i te konsekwencje trzeba starać się przewidzieć zanim podejmiemy decyzje.

Kolala: Czy mam tylko takie wrażenie, czy też jest tak, że ludzie którzy wrócili do Polski mają większe problemy niż ci, którzy pozostali albo się z kraju nie ruszali? Czy my niesiemy w sobie po powrocie jakieś zwiększone ryzyko problemów? I a propos małżeństwa – ten wolny czas musiałby oznaczać 3 – 4 dłuższe momenty w roku. I może jeden weekend w miesiącu. Ale czy to jeszcze jest małżeństwo? Czy zna pani związki które funkcjonują tak będąc na niższej stopie życiowej niż pozwalającej na przeloty w każdy weekend?

Anna Osińska: To jest bardzo dobre pytanie, bo rzeczywiście trzeba bardzo dobrze zarabiać żeby sobie pozwolić na pewien styl życia. Najważniejsze żeby wiedzieć jakie są wartości Pani, Jakie są wartości męża i jakie są Państwa wspólne wartości. W życiu trzeba wybierać, niestety nie możemy mieć wszystkiego i może to jest najtrudniejsze do zaakceptowania. Ludzie którzy wyjeżdżają i wracają stają przed rzeczywistością, która nie jest iluzją tylko bardzo realnym życiem, czyli szukaniem własnej ścieżki i to nie są problemy tylko poszukiwania często nowych innych dróg niż te, które były w rodzinie...

Szalom: W Niemczech prowadziłem własną działalność gospodarczą. Po powrocie do Polski myślałem o tym samym ale muszę przyznać, że idzie mi znacznie gorzej. I wiem, że łatwo sobie to tłumaczyć różnicami, funkcjonowaniem systemu itd. Ale nie wpływa to najlepiej na mnie i moją rodzinę – nie chcę wyjeżdżać z Polski, żeby znowu zaczęło mi wychodzić, tak ze względu na siebie jak i żonę oraz dzieci – ale jednocześnie nie bardzo wiem co w takiej sytuacji poradzić. Z dnia na dzień coraz mniej mi się chce, coraz bardziej obojętnieje na to wszystko. Wiem że pracowała pani z emigrantami którzy wrócili – jak oni sobie z tym radzą?

Anna Osińska: Żyjemy w nowych czasach i nie przykładajmy miar z przeszłości do przyszłości. Praca żeby utrzymać rodzinę to bardzo ważna rzecz, ale sama rodzina i małżeństwo są jeszcze ważniejsze. O tych więzach rodzinnych mówią mi często emigranci, nie tylko Polacy ale i cudzoziemcy. Budowanie autentycznych, dobrych relacji z najbliższymi to temat na który zwraca się uwagę w czasach kryzysu wartości. Życzę Panu cierpliwości i na pewno się uda, nie wyjeżdżając, może niekoniecznie jutro.

Szalom: Czy pani zdaniem, po tym wszystkim co pani słyszała od emigrantów którzy wrócili, warto sugerować swoim dzieciom doświadczenie emigracji? Czy problemy po powrocie nie świadczą o tym, że może nie warto ryzykować?

Anna Osińska: Z doświadczeń studentów wyjeżdżających w ramach programu Erasmus wynika, że jest to doświadczenie fantastyczne, bardzo rozwijające, uczące odpowiedzialności, tolerancji, uczymy się sami o sobie więc wyjazd tego typu zdecydowanie bym rekomendowała. Jednak taki wyjazd różni się od wyjazdu w nieznane gdzie nie wiadomo czy się będziemy zajmować gdzie mieszkać z kim przebywać. Takiego wyjazdu w niepewność na pewno nie rekomendowała bym. Emigracja to znaczy wyjazd z Polski na zawsze, albo prawie. To jest trudne doświadczenie i o tym mówią wszyscy emigracji. Jednak wyjazd na pewien czas za granicę może być bardzo pouczający, wzbogacający w doświadczenia odpowiedzialności i samodzielności nie mówiąc już o doświadczeniu pracy zawodowej w innych warunkach.

DZIECI POZOSTAWIONE W POLSCE

Beata: Wraz z mężem mieszkamy we Francji. Ale nasz syn wraz z dziadkami mieszka w Polsce. Ma 14 lat i chodzi do gimnazjum. Wiemy, że dzieci w tym wieku sprawiają trudności, ale wyraźnie po naszym wyjeździe rok temu nasz syn zaczął zachowywać się dużo gorzej. Dziadkowie przestają sobie z nim radzić, a my z takiej odległości nie mamy na niego za dużego wpływu. W szkole ma poważne problemy. Przestał się w ogóle uczyć, ucieka z lekcji. Na uwagi dziadków w ogóle nie reaguje. Ostatnio powiedzieli nam że zrobił się wręcz agresywny. Czytałam w Internecie różne artykuły o eurosieroctwie. Czy problemy wychowawcze z naszym synem to skutek naszego wyjazdu? Nie wiemy co robić. Jak wpłynąć na syna żeby się uspokoił? Czy musimy wracać do kraju? We Francji oboje pracujemy. Odkładamy na wykończenie domu. W Polsce ja nie mam szans na pracę. Nam też nie jest tutaj łatwo, a do tego jeszcze te kłopoty syna. Poza tym wyczytałam że takie rozłąki mogą mieć zły wpływ na osobowość dzieci później. Czy jest w ogóle sposób żeby zapanować nad synem i jeszcze nie wracać do kraju?

Magda Małkiewicz – Borkowska: Nie należy rozpatrywać konieczności Państwa powrotu do Polski. Raczej kwestię przyjazdu syna do Państwa do Francji. Może warto po zakończeniu roku szkolnego ściągnąć go do Francji na letni kurs języka francuskiego. A oprócz tego to jest być może też normatywny kryzys wieku dojrzewania. W tym wieku dzieci mieszkające z rodzicami też sprawiają kłopoty...

ROZŁĄKA W MAŁŻEŃSTWIE

Kalinka: Dzień dobry. Przez ponad 5 lat żyliśmy z mężem na odległość. Raz było lepiej, raz gorzej, ale nigdy nie było aż tak źle, jak czyta się o tym w gazetach. Czy takie związki na odległość naprawdę muszą oznaczać problemy? Czy nawet jeżeli nie w moim, to może tak być z naszymi znajomymi?

Magda Małkiewicz – Borkowska: To trudne doświadczenie nawet jeśli Państwu udało się przejść bez nadmiernych kłopotów i problemów.

POMOC PSYCHOLOGA

Dlugi: Dzień dobry. Mam pytanie, czy Polska jako kraj świadczy jakąś bezpłatną pomoc psychologiczną zwłaszcza dzieciom, które wracają po pewnym czasie z emigracji z rodzicami i jak to się odbywa?

Magda Małkiewicz – Borkowska: Niestety tylko firmy które mają kontrakty z Narodowym Funduszem Zdrowia mogą bezpłatnie świadczyć pomoc psychologiczną. Niestety nie znamy takich miejsc które specjalizują się w pomaganiu ludziom powracającym z emigracji bezpłatnie.

Dlugi: Mam jeszcze pytanie o rodziców, którzy przeżywali moją emigracje znacznie bardziej niż ja sam. Dla mnie to był oczywisty wyjazd w lepsze, ciekawsze miejsce, ale dla nich coś jak strata syna. Wcale nie jestem pewien czy wracać, ale nie wiem też jak zareagują na każdą z tych decyzji moi rodzice, którzy nie są już coraz młodsi.

Magda Małkiewicz – Borkowska: Wspaniale, że Pan myśli i troszczy się o swoich rodziców. Proszę się nie dziwić że jest to dla nich strata: odległość, rozstanie to jest strata syna na co dzień. Jest nadzieja że Pana dobro jest dla nich naczelną wartością i z każdego sukcesu cieszą się razem z Panem. Gratulujemy rodzicom takiego syna! I proszę ich zaprosić jak Pan będzie mógł do siebie.

sebek p: Witam. Nie jestem pewien, czy psycholog może pomóc bardziej niż najbliżsi i znajomi. A ci często raczej nie pomagają, bo trudno im zrozumieć, że ktoś wraca.

Anna Osińska: Psycholog pomaga inaczej niż bliscy i znajomi. Dzięki temu, że ma neutralną pozycję, nie jest związany emocjonalnie. Poza tym dysponuje specjalistyczną wiedzą o mechanizmach ludzkiego zachowania.

Steryd: Mówicie Panie o znajomych, rodzinie, ale co może dać komuś w nienajlepszej kondycji sama rozmowa z ludźmi, którzy też zapewne mają się nienajlepiej?

Magda Małkiewicz – Borkowska: Rozmowa ma moc uzdrawiającą: daje poczucie oparcia, zrozumienia, zainteresowania, ważności, znaczenia. Jest szansą na osiągnięcie wglądu czyli zwiększenie samoświadomości czyli np. dochodzenie do powodów złego samopoczucia albo poczucia porażki, wszechogarniającego smutku, dlaczego człowiek nie ma napędu do życia. Samo wymienianie się zdaniami to konieczność ich konstrukcji w głowie i w mowie czyli konfrontacja z często nie uświadamianymi własnymi doświadczeniami, przeżyciami, lękami, obawami. Jeżeli te przyjacielskie rozmowy do niczego nie prowadzą można skorzystać z profesjonalnej pomocy np. w naszej firmie MABOR (www.mabor.com.pl) gdzie są i psychoterapeuci i lekarze oraz osoby które mają doświadczenia powrotów.

Pacemaker: Jak człowiek, który nie jest przekonany do kontaktu z psychologiem może pomóc sobie sam? Nie każdy jest w stanie pójść i porozmawiać o swoich problemach z zupełnie obcą osobą?

Anna Osińska: Decyzja o pójściu do psychologa musi wypływać z wewnętrznego przekonania osoby zainteresowanej że taki kontakt będzie pomocny. Czasami o wiele łatwiej jest rozmawiać z obcą osobą o swoich problemach.

Marta Chicago: Czy polecałyby Panie coś takiego jak psychoanaliza w wydaniu amerykańskim? Wiem. że w Europie się z tego często śmieją, ale w Stanach ludziom naprawdę to pomaga. I co Panie sądzą o lekach jak prozac?

Magda Małkiewicz – Borkowska: Jeżeli jest wskazanie to tak. W Europie oraz Polsce też ludziom pomaga. Natomiast stosowanie jakichkolwiek leków powinno się odbywać wyłącznie ze wskazań lekarskich. Radzimy uważać na różne mody zarówno na psychoanalizę jak i na leki.